Finanse

Jeszcze jedna historia o pasywach

0

Pasywa dają dobre samopoczucie, tworzą ułudę pełnej kieszeni, powodują aurę zamożności. Niestety nie płacą za siebie rachunków. Najgorsze, że płacisz za nie TY!


Jesteś na studiach. Uczysz się pilnie. Nawet w czasie studiów zaczynasz praktyki, aby zaraz po otrzymaniu dyplomu dostać pierwszą pracę. Zaczynasz zarabiać swoje pieniądze i oficjalnie rozpoczęłaś karierę zawodową. Jeśli studiowałaś w rodzinnym mieście to mieszkasz jeszcze z rodzicami. Jeśli jesteś z innego miasta, wynajmujesz swoje pierwsze mieszkanie. Wydajesz wszystko na życie, bo na tyle starcza.

Druga praca, wyższa pensja, mieszkanie to samo. Z tym, że Twoja kariera nabiera rozpędu. Trzeba lepiej się ubrać, wyjechać na urlop raz w roku za granicę, jak reszta koleżeństwa z pracy. Do tego wyjścia wieczorne po pracy, a drink jakimś dziwnym cudem kosztuje tyle co cała butelka wódki. Kiedyś to nie przeszkadzało, bo dotacje rodziców łagodziły takie boleści. Teraz trzeba łożyć na to samej.

Pracujesz w tej samej firmie już piąty rok, masz 29 lat i kolejny awans. A jak z podwyżką? Może łatwiej zmienić firmę, żeby wynegocjować lepsze pieniądze? „A jak tam będzie gorzej?” – myślisz. Zostaniesz lepiej tam, co już dobrze znasz. Podwyżka? „Nie tylko pieniądze są dla mnie ważne! Także atmosfera, ludzie, rozwój!” – podkreślasz dobitnie.

Pojawił się narzeczony. Na zaręczyny za wcześnie, ale zamieszkać razem można. Dzielicie się kosztami utrzymania, lżej się zrobiło. Skoro tak, to może samochód kupicie? „Kupimy! Stać nas!” – zgodnym chórem odpowiadacie. Używany? „Nie! Raz się żyje.” – cieszysz się Ty, cieszy się On. Tylko, że nowy samochód kosztuje co najmniej 60 tys. zł, a tylu oszczędności nie macie. Kredyt! Pojawia się pomysł. Pierwsza wizyta w banku i czujesz, że żyjesz. Słuchasz i nie możesz uwierzyć, że jesteś taka bogata. Bank uważa, że jesteś bardzo dużo warta, a raczej Twoja zdolność kredytowa. „Bierzemy! Rata to tylko 800 zł miesięcznie. Damy radę.” – euforia sięga zenitu. „Poza tym to jest nasz wspólny samochód, pierwsza wspólna rzecz. Jakie to romantyczne.”- rozpływasz się i już oczami wyobraźni widzisz Wasze własne M. O ubezpieczeniu, benzynie i naprawach samochodu nie myśli się w chwilach takiego uniesienia.

Masz 29 lat, rodzina zaczyna naciskać. Ślub! Własne mieszkanie! Dziecko! Starzejesz się jednym słowem. Na koncie oszczędnościowym wieje pustką, bo z narzeczonym cieszysz się życiem. Wyjazdy, ubrania, zabawa,… no i samochód. O ślubie głupio gadać, gdy żyjemy w tak nowoczesnych czasach. Jakoś rodzicom się wytłumaczy. Dziecko? „Najpierw kariera.” Mieszkanie? „No tak! przecież nie można tyle lat płacić obcym ludziom! Nic z tego nie mam. Rodzice mieli rację.” – konkludujesz zadowolona z siebie. Narzeczony nie lubi zobowiązań, a tym bardziej takiego na 30 lat. Ślub okazuje się prostszy do przeforsowania. „Ale gdzie Wy dzieci będziecie mieszkać?” – lamentują matki. „Dooobra. Kupmy mieszkanie” – mówi On.

Ślubne prezenty i wsparcie rodziców nie dały odczuć wkładu własnego, taksy notarialnej i podatku do zapłacenia. Resztę dał bank. W urządzaniu pomogła Ikea. Mamy to! W karierze zawodowej też się układa – zadzwonił head hunter. „Chcą mnie do największej korporacji w Polsce!” Rośniesz, rosną także Twoje potrzeby. Przecież na tak ważnym stanowisku musisz się odpowiednio prezentować! Rachunki rosną, pensja znowu się wyczerpuje z końcem miesiąca. Mąż też robi karierę. Też ma swoje potrzeby.

„Nie będę przecież jeździć golfem!” – oświadczasz mężowi po kolejnym wyjeździe służbowym za granicę. Szczególnie, że mąż ma służbowy samochód i nie musi jeździć Waszym pierwszym nabytkiem. Już widzisz się w czerwonej alfie, albo mazdzie. Skąd wziąć na to pieniądze? „Przecież mamy jeszcze jakąś zdolność kredytową?” – złościsz się i odpowiadasz pytaniem na pytanie. W garażu podziemnym pojawia się nowa fura, metkowe ciuchy w szafie, sushi wieczorami, Madryt okazjonalnie na weekend, a na dłużej modne i drogie Malediwy. Skąd masz na to pieniądze? Z pensji oczywiście, bo przecież dobrze zarabiasz, jesteś ważna, więc zarabiasz. I myślisz sobie, że zawsze będziesz tyle zarabiać. Coraz więcej. „Przecież moja wartość na rynku pracy tylko rośnie?!” – łudzisz się.

Metryki nie da się oszukać, 35 lat wybija! Dziecko!!!! „Zapomniałam o dziecku!!! Robimy dziecko! – padł rozkaz. Wizyty lekarskie po kilkaset złotych każda, witaminy, fajne ubrania ciążowe, spa dla przyszłych mam i kosmetyka. Mieszkanie trzeba sprzedać i kupić większe. Wijecie gniazdko – wspaniałe i kosztowne przeżycie. Ze sprzedaży mieszkania macie tylko na 1/3 nowego. Rodzice? Już nie wypada. Oszczędności? Nie ma. Bank? Da na nowe, ale z wkładem, które pochłonie całość ze starego mieszkania. A co z notariuszem, podatkiem, wykończeniem? Potrzeba matką wynalazku. Właśnie w takich chwilach pojawiają się jak w bajkach złe duchy – karty kredytowe z odroczonym terminem płatności, pożyczka konsumpcyjna w innych bankach, pożyczka w koncie, zapomoga w firmie męża, siostra i matka chrzestna. Uzbierało się wystarczająco dużo, aby zrealizować plany.

Zaczyna się codzienna gimnastyka finansowa pod nazwą „Jak żyć, żeby przeżyć?” Pensje i rata kredytu mają swój ustalony termin – kasa przychodzi i odchodzi. Trzeba jeszcze popłacić karty kredytowe, odsetki od pożyczek i powoli spłacać rodzinę. A wydatki rosną. Utrzymać poziom dotychczasowego życia, to jedno. Ale jak poradzić sobie z nowymi? Dziecko rośnie, dziecko kosztuje. „A drugie dziecko? Jak, kiedy? Nie stać mnie.” – zmartwiona potwierdzasz aktualne statystyki, że Polki nie chcą rodzić dzieci. Bo jak? Nie ma za co je utrzymać. Państwo nie pomaga, nie dotuje. Za wszystko trzeba płacić samemu, niania, przedszkole, szkoła…

Masa zobowiązań na karku, a młode wilki w tej największej korporacji w Polsce ostrzą zęby i pazury. Walczysz o swoje. Masz 40 lat, jesteś w kwiecie wieku. Mądra, dojrzała, doświadczona, ale… niestety… DROGA! Zaczynasz tracić grunt pod nogami. Pracujesz za dwoje, troje, żeby utrzymać pracę, pieniądze, życie. Jeśli z domowego budżetu wypadnie połowa przychodów, nie obsłużycie wszystkich zobowiązań. Dziecko przestaje widywać matkę, bo pracujesz od rana do nocy. Z mężem podobnie. Zaczyna się stres. Nieprzespane noce, alkohol, depresja. Nie widzisz przyszłości, bo nie wiesz jak może inaczej wyglądać życie. Co będzie, gdy Cię zwolnią? Godzisz się na wszystko, aby tylko nie odebrano Ci środków do życia. Do życia, jakie znasz. Do życia w złotej klatce, którą sama sobie zafundowałaś.

Weszłaś na wysoką górę, z której łatwo jest spaść i przy tym mocno się poturbować. Życie się nie kończy. Wejdziesz na wysoką górę ponownie. Dużo mądrzejsza. Musisz tylko wybrać inną drogę. Wystrzegać się pasywów.

You may also like
Tydzień urodzinowych niespodzianek!
Jak nie wrócić z wakacji na minusie?
2 komentarze

Skomentuj

Twój komentarz*

Your Name*
Your Webpage