Dzieci i Finanse Finanse

Trzy słoiki, czyli finanse dla dzieci

1

Pieniądz ma swoją wartość – nauczenie dziecka tej prostej prawdy to klucz do sukcesu w dorosłym życiu. O skutecznej edukacji finansowej najmłodszych mówi Dominika Nawrocka, autorka popularnego bloga „Kobieta i pieniądze”.

Jak nauczyć dzieci zarządzania pieniędzmi?

Najlepsza jest nauka przez praktykę. Dzieci traktują to jako zabawę, więc łatwiej przyswajają. Przede wszystkim powinny otrzymywać kieszonkowe, nie za duże. Dajemy im w ten sposób narzędzia do nauki zarządzania własnymi finansami i trochę odpowiedzialności za siebie. Dobra jest krótka perspektywa w dawaniu kieszonkowego, na przykład tygodniowa, bo jest pozwala na bieżąco zarządzać pieniędzmi, dzięki czemu dzieci więcej się uczą (learning by doing).

Nasze dzieci od trzech lat dostają co tydzień po 12 złotych kieszonkowego. Ponadto dostały po trzy słoiki – jeden na wydatki, drugi na oszczędności, a trzeci na inwestycje. Każde pieniądze, które otrzymują, dzielą równo na trzy części i wrzucają do słoików.  Zawartość słoika „wydatki” służy na bieżące zakupy, to najczęściej drobne przyjemności. W słoiku „oszczędności” trzymają pieniądze na większe rzeczy typu rower, tablet czy narty, czyli tzw. marzenia, które mogą sami zrealizować. Z kolei do słoika „inwestycje” trafiają pieniądze, które w dłuższej perspektywie mają posłużyć do tworzenia aktywów, które będą przynosiły im następne pieniądze.

O ile ze słoikami „wydatki” i „oszczędności” sprawa wydaje się dość prosta, to jak wytłumaczyć kilkuletniemu dziecku, czym są inwestycje?

To jest proces. Już sam podział na słoiki uczy je gospodarowania pieniędzmi, a więc że nie wszystko można przeznaczyć na przyjemności. Od początku istnienia słoika „inwestycje” nie wolno było dzieciom ruszyć jego zawartości, jeśli nie było pomysłu, jak za pomocą tych pieniędzy zarobić następne. I dzieci uczą się, że żeby wydać te pieniądze, muszą coś wymyślić. Mój syn cały czas główkuje. Jak miał pomysł sklepiku szkolnego, przeliczył, jakimi funduszami dysponuje w słoiku „inwestycje”, żeby móc kupić towar. Rozpisał plan za ile kupi, za ile sprzeda i ile zarobi. Wytłumaczyliśmy mu przy okazji pojęcie marży. Poza tym dzieci mogą stać się swego rodzaju wspólnikami w większych rodzinnych inwestycjach. Wkładają pieniądze i wyjmują co miesiąc procent od zainwestowanego kapitału. Moje dzieci co tydzień otrzymują 60 groszy pasywnego dochodu od zainwestowanych pieniędzy w rodzinną nieruchomość, którą wynajmujemy. Dzięki temu już jako kilkulatki uczą się naprawdę bardzo konkretnych rozwiązań biznesowych i finansowych.

A jak sobie dzieci radzą, kiedy słoik „wydatki” jest pusty?

Na początku jest trudno, bo zaczynają podbierać z innych słoików. Ale trzeba być konsekwentnym. Tłumaczę im wtedy, że w ten sposób oszukują same siebie, bo wydają pieniądze, których tak naprawdę nie mają. Rozmawiamy o tym, jak ważne jest, żeby dobrze zastanowić się, czy to, co kupujemy jest rzeczywiście potrzebne. Dzięki temu, że popełniają takie błędy, mogą się nauczyć bardzo dużo. A co najważniejsze, że już dzisiaj doświadczają różnych sytuacji i dylematów wiążących się z posiadaniem lub brakiem pieniędzy.

Można powiedzieć, że metoda słoikowa dzieli się na trzy etapy. Najpierw dzieci uczą się dzielić pieniądze, potem gospodarować tym, co mają w konkretnych słoikach. Stopniowo dochodzimy do trzeciego etapu, czyli do inwestycji, których zrozumienie jest najtrudniejsze, bo to dość abstrakcyjne dla nich pojęcie. Cel jest taki, żeby nauczyć najmłodszych członków rodziny, że pieniądze są narzędziem, które służy do zdobywania kolejnych pieniędzy. Zysk z inwestycji zasila nam przecież i inne słoiki. Słoik „inwestycje” jest niezwykle inspirujący, otwiera horyzonty, pokazuje, jak wiele ciekawych rzeczy można robić w życiu.

Od jakiego wieku należy zacząć edukację finansową?

Im dłużej dzieci mają doświadczenia z pieniędzmi, tym lepiej. Bo łatwiej sobie poradzą w życiu. Starsze dzieci będą się borykać z większymi wyzwaniami – mają droższe zabawki, ale też więcej rozumieją. Nauka poprzez rozwiązywanie problemów pozwala wypracować dobre nawyki. Na przykład syn dziwi się kolegom, którzy wszystkie pieniądze, jakie otrzymują  wydają w sklepiku szkolnym.

Większość ludzi nie zarządza świadomie swoimi finansami osobistymi, zazwyczaj działa na zasadzie gaszenia pożaru i/lub życia na bieżąco. Skoro sami nie umiemy zarządzać naszymi pieniędzmi, jak mamy nauczyć tego dzieci?

Dzieci obserwują rodziców: jak się zachowują, jaki mają stosunek do pieniądza, co o nim mówią. Ważne, żeby uczestniczyły w życiu finansowym rodziny, oczywiście nie we wszystkim. Należy je włączać w codzienność finansową – od robienia zakupów, do pokazywania wydatków, mówić, jak zarabiamy pieniądze, jak działa kredyt, co to jest faktura, pensja, etc.

Zachęcam, żeby dzieci zabierały swoje pieniądze, kiedy idziemy na zakupy. Bo w sklepie prościej je uczyć, zwłaszcza kiedy wpadają w szał „kup mi, kup mi”. Na przykład młodsza córka zazwyczaj wyda, co ma, a potem jest okropnie sfrustrowana „że zabrali jej pieniądze”. To szansa, żeby wytłumaczyć dziecku, że nikt mu niczego nie zabrał, tylko sama podjęła decyzję, żeby kupić konkretną rzecz. I wspólnie zastanowić się, czy to było jej potrzebne, po co to kupiła, etc. Ona musi to poczuć, żeby zrozumieć i nabrać doświadczenia. Nie ma innej drogi do racjonalnych zachowań finansowych w przyszłości.

Czy to oznacza, że odnosi pani ceny poszczególnych rzeczy do wysokości ich kieszonkowego, na przykład: za to możesz kupić zeszyt lub dwa kilo jabłek?

Jak niszczą lub nie szanują zabawki, mówię: jak dalej będziesz tak robić, to się zepsuje i oddasz mi 50 złotych. Na początku nie wiedzą, co to jest 50 złotych. Tłumaczę: to twoje cztery tygodniówki. I dopiero wtedy dociera, że to dużo, bo trzeba długo na nie czekać. Czują na własnej skórze, że czyjaś praca kosztuje, a rzeczy mają wartość.

Kończy się na słowach, czy rzeczywiście zdarzyło się pani potrącić im z kieszonkowego?

Konsekwencja i jasne reguły są bardzo ważne, choć trzeba uważać, żeby nie przesadzić, bo zamiast motywacji zniechęcimy je do dalszej nauki finansów. Mamy na przykład w domu zasadę, że jeśli dzieci nie upomną się o kieszonkowe, to go nie dostają. Nic się nie kumuluje – pieniądze przepadają jak tydzień minie.

Dlaczego?

Uczymy je, że muszą pilnować swoich interesów i umieć upomnieć się o własne pieniądze.

Jak obudzić w dziecku ducha przedsiębiorczości?

Kiedyś bardzo dobrą inicjatywą były sklepiki szkolne prowadzone przez uczniów, teraz rzadko się je praktykuje. Szkoda, bo dzieci miały szansę zobaczyć i zrozumieć, jak realnie pracują pieniądze.

Warto grać z dziećmi w gry planszowe typu „Monopoly” czy „Cashflow”. To są bardzo dobre rodzinne gry, bo uczą zarabiania pieniędzy, życia z nimi, pokazują po co są pieniądze, na co i jak pracują. Można też podsunąć dzieciom w wieku szkoły podstawowej kapitalną książkę Janusza Korczaka „Bankructwo małego Dżeka”. Bohaterem jest Dżek, który prowadzi w szkole sklepik. Wszystkie dzieci mają amerykańskie imiona i styl, więc to się dziś podoba. To opowieść o prowadzeniu biznesu. Pokazuje, jak Dżek współpracuje ze sklepikarzem, kupując towar do swojego sklepu, albo z bibliotekarką. Moje dziecko zainspirowane tą książką postanowiło przejąć szkolny sklepik od ajenta. Ostatecznie temat został zawieszony ze względu na stosunek do niego nauczycieli, a szkoda.

Czy wakacyjna praca to dobre rozwiązanie?

Świetna sprawa! Kształtuje charakter, uświadamia, skąd się biorą pieniądze. Dzięki niej młodzież doświadcza na własnej skórze, ile wysiłku trzeba włożyć, żeby je zdobyć. Prace wakacyjne mogą być bardzo inspirujące, bo dzieci poznają różne modele zarabiania pieniędzy, na przykład poprzez posiadanie własnej firmy, pracę na etacie, pracę na godziny. Wakacyjne doświadczenia zarobkowe pozwalają też eliminować to, co ich nie interesuje oraz podjąć decyzję co do przyszłości, na przykład na jakie studia iść.

Jestem natomiast przeciwniczką płacenia dzieciom za wykonywanie prac domowych, bo dom jest wspólną wartością, dlatego powinniśmy razem się o niego troszczyć – każdy członek rodziny ma coś od siebie dać dla dobra wspólnego. Dzieci, którym się zawsze na wszystko da, najczęściej tego nie szanują – nie czują wartości, bo łatwo przychodzi. W przyszłości nie będą w stanie niczego trwałego zbudować, bo nie mają ani wiedzy, ani doświadczenia, ani sposobu myślenia, który dałby im szanse na sukces w życiu.

Z Dominiką Nawrocką rozmawiała: Ewa Nowaczyk-Przybylak
Publikacja” „W Podróży” marzec 2016 r.

You may also like
Chcę Cię wkurzyć i wiem, że mi się to uda!
Po co inwestować pieniądze?
4 komentarze
  • Ania Kwi 12,2016 at 06:08

    Podobny system stosuję ze swoim synem. I widzę jak bardzo to działa. Co prawda nie ma u nas koperty z inwestycjami, ale to bardzo dobry pomysł. Generalnie widzę po synu, że taki system zmusza go do przemyślenia sprawy, jak wyda swoje pieniądze – nawet jeśli jego głównym celem są chrupki 🙂

    • Dominika Kwi 14,2016 at 11:52

      Super!

  • Okiem Alxa Kwi 3,2016 at 22:57

    Bardzo dobry wpis! Zgadzam się w 100%!

    • Dominika Kwi 5,2016 at 12:11

      Dziękuję! 🙂

Skomentuj

Twój komentarz*

Your Name*
Your Webpage