Finanse

Wywiad ze mną w magazynie „W podróży”

0

17 września 2015 roku poznałam osobiście fascynującą kobietę. Ewa mieszka w Bieszczadach, jest dziennikarką i spędziła pół życia w podróży. Co najfajniejsze jest w tej historii to… Ewa przez te lata związana jest też z magazynem „W podróży”. W dniu moich urodzin rozmawiałyśmy o finansach osobistych, kobietach, feminizmie i dzikich zwierzętach w Bieszczadach. Zapraszam do przeczytania wywiadu ze mną, który ukazał się w październikowym numerze „W podróży”.


Wywiad możecie przeczytać w drukowanym wydaniu magazynu dostępnym w PKP, pod tym adresem  lub poniżej.

Krok do przodu

Budżetowanie? Analiza kosztów? Wolność finansowa? Nie taki diabeł straszny jak go malują. Zwłaszcza, gdy do skóry dobierze mu się Dominika Nawrocka – autorka bloga „Kobieta i pieniądze”, inwestorka i współwłaścicielka agencji specjalizującej się w marketingu internetowym.  

Rozmawiała Ewa Nowaczyk-Przybylak

Na blogu zachęca pani do nauczenia się zarządzania własnym budżetem. Po co?

Bo fajnie jest mieć pieniądze i nie martwić się o nie. Pieniądze dają dużo wolności, ale też ich brak bardzo ogranicza. Jakby na to nie patrzeć, wpływają na całe nasze życie, dlatego warto odpowiedzieć sobie na pytanie po co nam są potrzebne pieniądze, na realizację jakich celów – choć może się ono wydać dziwne w połączeniu z pieniędzmi – o czym marzymy. To punkt wyjścia, bo jeśli nie mamy marzeń, nie wiemy, co chcemy osiągnąć i dokąd tak naprawdę zmierzamy, również w tym finansowym wymiarze Marzenia łączą się też z poszukiwaniem sensu w życiu. Mówimy, że dążymy do szczęścia. Czym ono jednak dla nas jest? Jeśli nie wiemy, co konkretnie chcemy zdobyć, płyniemy z prądem i w zasadzie nie mamy wpływu na to, co nas spotyka. A przecież życie jest czymś wyjątkowym, danym raz, dlatego warto je przeżyć dobrze, dostatnio i szczęśliwie.

Zarządzanie własnym budżetem wymaga czasu i wiedzy, a nas nikt tego nie uczył.

Mnie też nie, sama się nauczyłam, bo zmusiło mnie do tego życie. Ludzka natura jest taka, że dopiero w kryzysie się mobilizuje. Po co czekać? Na zmiany trzeba się po prostu zdecydować już dziś. Powiedzieć sobie: mogę i umiem się tym zająć. To wcale nie jest trudne. Wiele osób, w tym również kiedyś ja, ma poczucie, że kariera zawodowa rozwija się dobrze, zarabia coraz więcej, lecz ciągle nie ma pieniędzy. U nas w domu mąż trzymał pieczę nad finansami do momentu kryzysu w naszym związku. Potem musiałam zająć się nimi sama, choć się na tym nie znałam w takim wymiarze jak powinnam. Mężczyzn do pieniędzy ciągnie i zarządzanie nimi wydaje się im bardzo naturalne, z kolei kobiety w finansach są wycofane, a przecież to są super babki – mądre, przebojowe – które, jak się za zarządzanie pieniędzmi zabiorą, radzą sobie z tym bardzo dobrze.

Co to znaczy zarządzać domowym budżetem?

To jak zarządzanie projektem – jeśli projekt jest nieprzygotowany i źle zarządzany, wszystko się sypie. Zanim jednak zaczniemy zarządzać domowym budżetem, trzeba zrobić jego analizę.

Na czym ta analiza polega?

Należy sprawdzić, ile i na co wydajemy, a także policzyć, ile zarabiamy. W pierwszej kolejności warto wziąć na warsztat koszty, żeby poznać ich strukturę. Powinniśmy je pogrupować w kategorie, na przykład kategoria o nazwie ŻYCIE, w której wydzielamy wydatki na mieszkanie, media, jedzenie, transport, paliwo, ubrania, kosmetyki i tak dalej.

Czy to ważne, żeby posegregować je możliwie szczegółowo?

Tak, jeśli wykonamy bardzo sumienną pracę przez miesiąc, to wydatki w poszczególnych kategoriach ułożą się nam w konkretne sumy. To właśnie sumy są kluczowe, bo wydając pieniądze na bieżąco, nie widzimy skali wydatków. I ciągle nam się wydaje, że wydajemy mało. Mając tę wiedzę, możemy reagować. Wydatki warto podsumowywać na bieżąco, jeśli nie codziennie, to choć raz na tydzień.

Miesiąc wystarczy, żeby naprawić własne finanse?

Najważniejsze to prowadzić taki monitoring systematycznie. Pierwszy miesiąc jest najtrudniejszy, bo trzeba wyrobić w sobie nawyk analizy. Warto zobaczyć, jak się zachowujemy w dłuższej perspektywie czasu, bo w pierwszym miesiącu możemy podświadomie starać się dobrze zachowywać finansowo, żeby sami przed sobą ładnie wypaść. A nie o to chodzi. Systematyczny monitoring daje bardzo dużą świadomość własnych potrzeb i słabości, a docelowo – kontrolę nad teraźniejszością i przyszłością.

I co dalej?

Ewidencja wydatków służy do poznania struktury swoich codziennych kosztów. Drugim, znacznie ważniejszym krokiem jest tzw. budżetowanie. Oznacza ono podzielenie przychodów, czyli tego, co zarabiamy, na konkretne budżety. Trzecim – trzymanie się budżetów. Raz na tydzień warto usiąść nad paragonami, żeby sprawdzić, jak się mają nasze wydatki do tego, jaki budżet zaplanowaliśmy na daną kategorię wydatków.

O jakich budżetach pani mówi?

Kiedy realizujemy dla klienta projekt, mamy na to określony budżet, którego musimy się trzymać. I w firmie, i w domu musimy się poruszać w jakiś ramach. Moja metoda zarządzania finansami domowymi opiera się właśnie na budżetowaniu w sześciu obszarach, a więc na określeniu kwot, które mamy do wydania.

Na najważniejszy i największy budżet o nazwie ŻYCIE przeznaczamy 55 procent naszych przychodów. Mieszczą się w nim wszystkie domowe wydatki – jedzenie, ubranie, paliwo, samochód, kredyty, opłaty, rachunki, itd. Drugi budżet nazywam WOLNOŚĆ FINANSOWA – przeznaczamy na niego 10 procent zarobków. Jest bardzo ważny i w zasadzie się go nie rusza, chyba że na inwestycje. Chodzi o to, żeby pieniędzy z WOLNOŚCI FINANSOWEJ nie przejadać – jeśli nie mamy pomysłu w co zainwestować, po prostu je gromadźmy. Trzeci budżet to tzw. DUŻE WYDATKI – tu również wkładamy 10 procent przychodów. Pieniądze stąd wydajemy na rzeczy, na które musimy trochę dłużej pogromadzić fundusze, na przykład samochód czy wycieczka. Budżet czwarty – ZABAWA (10 procent) – jest wspaniały, bo trzeba go wykorzystać w miesiącu, nie można przenieść go na później. To nagroda za pracę nad sobą. Nie wolno sobie ciągle odmawiać, trzeba umieć cieszyć się pieniędzmi, które mamy oraz móc doświadczać przyjemności, które czasami mogą przerodzić się w jakieś marzenia. Przedostatni budżet to EDUKACJA (10 procent) – pieniądze wydajemy na szkoły, szkolenia, książki, prasę, kursy językowe, czyli na wszystko, co nas rozwija. Ostatni budżet nazwałam DOBROCZYNNOŚĆ. Tu wkładamy pięć procent naszych zarobków i przeznaczamy na pomoc innym, gdyż trzeba się dzielić tym, co mamy.

Każdy przychód, czyli to, co wpływa do domowego budżetu (wszystko, co do złotówki) rozdzielamy proporcjonalnie między te budżety. Dzięki temu wiemy, jaką sumą dysponujemy w na bieżąco. W efekcie łatwiej nam gospodarować posiadanymi zasobami.

To wszystko bardzo fajnie brzmi, dopóki analiza wydatków pokazuje, że przychody są wyższe niż koszty. W przeciwnym razie plan się sypie. Zmierzenie się ze stanem własnych finansów jest trudne, bo czasem uświadamia, w jakiej depresji finansowej się znajdujemy. Niby chcę wiedzieć, ale tak naprawdę nie chcę.

Coś w tym jest, jednak do czego prowadzi chowanie głowy w piasek? Może warto zastanowić się, dokąd w takiej sytuacji zmierza nasze życie? Strach przed zobaczeniem ukrytej prawdy wynika z tego, że myślimy o życiu w perspektywie tu i teraz. A ja namawiam, żeby zacząć myśleć do przodu. Jak poprawić materialnie życie swoje i swojej rodziny, a w dalszej kolejności – życie innych ludzi. Bo jeśli mamy tę wolność finansową, nie musimy martwić się, czy wystarczy do pierwszego. Ile problemów przestaje istnieć, o ilu sprawach nie musimy myśleć! Mamy przestrzeń w głowie, którą możemy twórczo wykorzystać na swoje pasje, nowy biznes czy w obszarze dobroczynności. Analiza, budżetowanie to droga do inwestycji, które są najważniejsze w drodze do wolności finansowej. I to jest rzeczywiście najtrudniejsze, bo wymaga zaangażowania, które polega na codziennym pogłębianiu wiedzy na ten temat i działaniu! Warto się za to wziąć, bo życie nieobarczone problemami finansowymi jest po prostu lepsze, szczęśliwsze.

Jesteśmy bardzo zadłużeni. Mamy karty kredytowe, debety na kontach, kredyty konsumpcyjne na wakacje, samochód czy nową kuchnię, kredyty mieszkaniowe i wiele innych obciążeń. Czy w takim przypadku budżetowanie ma sens?

Z każdej trudnej sytuacji finansowej da się wyjść. Trzeba podzielić tyle, ile się ma. System zadziała i dodatkowo człowiek dostaje sporą dawkę motywacji, bo zaczyna widzieć pewne rzeczy. Mówiąc wprost: widzi, że ich nie ma. I w pewnym momencie to „nie ma” zaczyna stymulować do działania, żeby zacząć mieć. I robi krok do przodu. Konkludując: sekret tkwi w edukacji finansowej i działaniu!

You may also like
Real Estate Queen! – nowy cykl o inwestowaniu w nieruchomości dla kobiet
Aktywa i pasywa
2 komentarze
  • Bella Lis 8,2015 at 22:06

    Czytałam artykuł w pendolino i tak trafiłam na bloga 🙂 zarówno wywiad jak i wpisy są super, dziękuję! już nie mogę się doczekać książki 🙂

    • dominika Lis 10,2015 at 13:28

      Bardzo dziękuję! Cieszy mnie to ogromnie i daje motywację do dalszego działania! Pozdrawiam serdecznie, Dominika

Skomentuj

Twój komentarz*

Your Name*
Your Webpage