Finanse

Świętuj, zamiast wariować i bankrutować!

0

Z moją ulubioną dziennikarką Ewą Nowaczyk – Przybylak z magazynu „W podróży” rozmawiałyśmy ostatnio o tym, jak świętować i przy tym nie zbankrutować. Rozmowę znajdziecie w grudniowym magazynie „W Podróży” w pięknym i szybkim Pendolino.

Nie daj się zjeść!

Rozum, plan i pohamowanie – oto prosta recepta na udane święta Dominiki Nawrockiej, blogerki finansowej, która właśnie wydała książkę „Kobieta i pieniądze. Siedem kroków edukacji finansowej dla kobiet”.

Boję się świąt.

Dlaczego?

Bo popadamy w totalny amok związany z ich wyprawianiem, prezentami, wyprzedażami… Nawet osobom mocno stąpającym po ziemi zdarza się „popłynąć”. Jak zapanować nad tym szaleństwem?

To rzeczywiście trudne, bo wszystko krzyczy „kup mnie”, „musisz to mieć”, „podaruj swojemu dziecku radość”. Nie da się ukryć, że emocje w tym przypadku są naszą słabością i sklepy to wykorzystują. Dlatego trzeba w ramach budżetu na życie wygospodarować część na święta i się go trzymać.

Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić?

Optymalnie usiąść przy stole z partnerem i omówić, jak nasze Boże Narodzenie ma wyglądać. Bo potem są pretensje, kłótnie, wypominania, że za dużo pieniędzy zostało wydanych. Jak sobie święta wcześniej zaplanujemy, to wiemy, czego się trzymać i w jakim kierunku zmierzamy. Dlatego zanim pójdziemy na zakupy, przyjrzyjmy się, ile mamy do dyspozycji tu i teraz po odliczeniu życiowych wydatków, które musimy ponieść w grudniu, typu: czynsz, samochód, prąd, lekcje angielskiego, kredyt. Z tego, co zostanie wydzielmy kwotę na święta, podzielmy ją na przykład na budżety „kolacja” i „prezenty”.

A jak zostanie nam tak mało, że nie wystarczy na fajne święta, to mamy z nich zrezygnować?

Nawet jeśli okaże się, że mamy bardzo małą sumę, to sama świadomość ograniczonego budżetu otwiera nowe horyzonty. Inaczej wtedy gospodarujemy pieniędzmi, jesteśmy ostrożniejsi w wydawaniu. Poza tym prezentów nie trzeba tylko kupować, można je zrobić. Można zaleźć kapitalne drobiazgi związane z czyjąś pasją za stosunkowo niewielkie pieniądze. Przemyślany, indywidualny podarunek sprawi dużo więcej frajdy niż drogi gadżet kupiony bez refleksji. Można się też zrzucić w kilka osób i podarować coś wartościowszego. Na kolację wigilijną zaprośmy rodzinę, przyjaciół i niech każdy coś przyniesie. Jest cała masa rozwiązań, których nie dostrzegamy. Trzeba się otworzyć i pomyśleć.

To jest teoretyczne założenie, które ochoczo przyjmujemy. Potem jednak wyruszamy do sklepów… i jest oferta „trzy za dwa”.

W żadnym przypadku nie należy brać ze sobą karty do konta, ani tym bardziej kredytowej, żeby nie wydawać tego, czego nie mamy. Zabieramy tylko gotówkę. Badania pokazują, że plastikiem łatwiej się operuje, bo nie widać ubywających pieniędzy.

Warto też nie brać ze sobą całej świątecznej gotówki, tylko robić zakupy na raty, żeby w razie „kłopotów” nie wydać od razu wszystkiego. Droga do domu po pieniądze pozwala ochłonąć i zastanowić się nad tym, co robimy. To czas, kiedy mamy szansę zobaczyć, że nasze zasoby dramatycznie topnieją.

Święta trwają trzy dni. Uczestniczy w nich określona liczba osób. Często o tym zapominamy – jedzenia jest tak dużo, że ląduje w koszu. Dobrze przemyśleć wcześniej, co będziemy przygotowywać na kolację wigilijną, a do sklepu iść zawsze z listą zakupów. Bo gdy nie wiemy, ile czego potrzebujemy, to zaczyna się szaleństwo.

W ostateczności jest jeszcze pożyczka świąteczna.

Nie ma nic gorszego niż chwilówka na święta. To nic innego jak kopanie pod sobą finansowego dołka, bo trzeba potem spłacać przez cały rok. Zwłaszcza, że często są to kredyty na wysoki procent. Święta to fajny czas. Ale też okres kultu konsumpcjonizmu. Starajmy się mu nie poddawać, bo on nas potem zjada.

Podsumowując: rozum, plan i pohamowanie – to moja recepta na święta. Jeśli z niej skorzystamy, będzie satysfakcja, że nie zmarnowaliśmy jedzenia i pieniędzy, że zapanowaliśmy nad wszystkim i spędziliśmy dobrze ten wyjątkowy czas.

6 grudnia wyszła pani książka „Kobieta i pieniądze. Siedem kroków edukacji finansowej dla kobiet”, prowadzi też pani bloga adresowanego do żeńskiej części społeczeństwa. Dlaczego kobiety?

Dla mężczyzn pieniądze są bardziej naturalne. Są im bliższe. Nie boją się ich zarabiać, walczyć o nie. Lubią o nich rozmawiać. Dla kobiet są one ważne, jednak schodzą na dalszy plan. Bardziej koncentrujemy się na relacjach, ludziach. To tak jak jest z seksem. Dla panów rozmowy o nim są pociągające, dla kobiet – zazwyczaj krępujące. Mężczyznom jest łatwiej pieniądze pomnażać i je zdobywać. Tymczasem tego „naturalnego” podejścia do pieniędzy można się nauczyć. Trzeba tylko trochę samozaparcia i chęci.

Mam świadomość problemów i wyzwań, które stoją przed kobietami. Rozumiem ich obawy. Sama kiedyś przez to przechodziłam, bo kiedy życie zmusiło mnie do zajęcia się na poważnie własnymi pieniędzmi, nie miałam na ten temat prawie żadnej wiedzy.

Czym różni się ta książka od innych na rynku?

Po pierwsze nie spotkałam się z książką napisaną w taki sposób przez kobietę w Polsce dla innych kobiet. A taka wspólnota doświadczeń jest bardzo ważna. Po drugie – wiedza finansowa to jedno, jednak bardzo istotna jest motywacja. Staram się zainspirować kobiety do działania. Przekonać je, żeby się nie bały, że to za trudne, że nie zrozumieją, że nie mają odpowiedniego wykształcenia. Dbanie o swój portfel nie jest trudne, wystarczy chcieć. Jak z fitnessem – trzeba zacząć i być konsekwentnym, a efekty przyjdą.

Kobiety postrzega się jako trwoniące pieniądze, mężczyzn jako tych, którzy nimi gospodarują.

To paradoks, bo w większości gospodarstw domowych to kobiety zarządzają finansami. Wbrew obiegowym opiniom kobiet, które wydają lekką ręką, jest mniej. Wydaje mi się, że dziewczyny bardziej emocjonalnie pochodzą do pieniędzy i czasami zbędne wydatki są podyktowane właśnie emocjami, na przykład nagradzają się za coś czy kupują coś na poprawę nastroju – smakołyk, kosmetyk, ubranie.

Czy nie jest tak dlatego, że zazwyczaj robią zakupy domowe, więc czyha na nie więcej pokus?

Kobiety są bardzo racjonalne, gospodarne w zarządzaniu pieniędzmi, jednak jest przed nimi więcej różnych pułapek. Koncentrujemy się na tu i teraz, zapominając o długofalowej perspektywie. Zdarza się, że odkładamy na czarną godzinę, lokatę czy edukację dzieci, jednak to wszystko jest na bardzo ograniczonym poziomie. Nie mamy także nawyku pogłębiania wiedzy na temat swoich finansów, nie poszukujemy nowych ich źródeł, mniej o nie zabiegamy.

I uważa pani, że ta książka to zmieni?

To dobra baza, żeby zająć się swoimi finansami. Wiedzieć, czym to się je i zacząć po kolei wdrażać nowe zasady. Punkt wyjścia do zdobywania wiedzy na kursach i z innych książek oraz z własnego doświadczenia Możemy się uczyć od mężczyzn podejścia do pieniądza. Na przykład myśleć o finansach w kontekście pozyskiwania nowej pracy, wyboru zawodu. Bo warto w życiu robić coś, co się kocha, ale trzeba też myśleć o względach ekonomicznych. I poza konkretną wiedzą do tego właśnie staram się namówić kobiety.

W wielu polskich domach istnieje coś takiego jak przemoc ekonomiczna, o czym się do niedawna nie mówiło. To sytuacja, kiedy jesteśmy zmuszone zrobić coś tylko dlatego, że nie zarabiamy wcale lub odpowiednio dużo. Jest masa takich sytuacji. Na przykład kiedy kobieta zajmująca się dziećmi i prowadząca dom musi prosić męża o pieniądze: „daj mi 100 złotych na zakupy”. To upokarzające i zniewalające.

Może są kobiety, które tak nie uważają.

Nie uwierzę, że w dzisiejszych czasach kobiety mogą się w stu procentach czuć dobrze i odnaleźć w układzie: ty zarabiasz – ja opiekuję się dziećmi i biorę od ciebie pieniądze na utrzymanie. W książce piszę między innymi o tym, żeby wyrównać dysproporcje finansowe w domu. Staram się pokazać, jak złapać tę symetrię, żeby nie było dyskusji: „ja przynoszę, a ty co?”. Bo problem jest też często, kiedy kobieta zarabia mniej. Finanse domowe to obszar, w którym należy zachować partnerstwo, bo to buduje i wzmacnia związek. Pary najczęściej kłócą się właśnie o pieniądze i to kto jest komu podporządkowany finansowo. W książce pokazuję, jak to wypośrodkować w każdej sytuacji, gdy jedna ze stron zarabia mniej, albo wcale.

Rozmawiała Ewa Nowaczyk-Przybylak

You may also like
Dołącz do nas!
Sięgaj po marzenia!
3 komentarze
  • ula Kwi 20,2017 at 08:28

    Bardzo dobry wywiad. Na temat o którym mówi się bardzo mało lub w ogóle się go nie porusza. Fajnie że jest więcej kobiet, które chcą edukacji finansowej , wiedzą jak jest ważna i pomagają innym ogarnąć temat 🙂

  • Q Gru 21,2015 at 13:44

    Przywiódł mnie nagłówek na jednym z portalów ( chyba natemat.pl ), z zainteresowaniem przeczytałam wywiad i nie wahając się weszłam na bloga. Uderzyła mnie diagnoza, że uosobieniem człowieka biednego w Polsce jest kobieta lat 60+, utrzymująca się z prac dorywczych, samotna, a jeszcze bardziej przytoczone komentarze „Oj! To trzeba szukać męża!”, „Dobrze, że już zainwestowałam w męża!” Pierwszy raz dotarło do mnie jak my, Polki, mamy kulturowo wpojoną zależność finansową i boimy się samostanowienia o swoich pieniądzach. Myślę, że ten blog, ta książka są bardzo potrzebne i dziwi mnie, że nie widzę tu morza komentarzy i pytań o rady. Mam nadzieję, że jeszcze się pojawi, z mojej strony, napewno ! Pozdrawiam, Q.

    • Dominika Gru 22,2015 at 09:32

      Witaj Q, dzięki serdeczne za Twoje słowa. Działam dalej 🙂

Skomentuj

Twój komentarz*

Your Name*
Your Webpage