Biznes

Gra długodystansowa

0

W prowadzeniu firmy najtrudniejszy jest pierwszy rok, bo musimy zrobić przeskok mentalny z ciepłego, bezpiecznego etatu do pełnej samodzielności i odpowiedzialności za decyzje, także – a może przede wszystkim – w wymiarze finansowym. Jak to zrobić skutecznie? – radzi Dominika Nawrocka, autorka bloga „Kobieta i pieniądze”.

Założyć własną firmę czy nie – oto jest pytanie!

Jestem zwolenniczką przechodzenia na swoje, bo ile można poświęcać życie na to, żeby pracować na kogoś. Choć wiem, że wiele osób nie potrafi sobie wyobrazić siebie w takiej roli. Praca na etacie jest w gruncie rzeczy bardzo wygodna. Dostajemy co miesiąc pensję na konto, ktoś podejmuje za nas decyzje, płaci nasze podatki i ZUS, nie martwimy się, skąd te pieniądze się biorą, po prostu mają być. Żyjemy w dość hermetycznym świecie, nie do końca zdając sobie sprawę z otaczającej nas i naszego pracodawcę rzeczywistości biznesowej. Ta optyka zdecydowanie zmienia się, gdy założymy firmę.

Posiadanie własnej firmy niezwykle rozwija, robimy ogromny skok intelektualny, bo jest tyle rzeczy do ogarnięcia – od księgowości i spraw formalnych przez poszukiwanie zleceń i zarobienie pieniędzy, aż po rozwijanie własnej marki weryfikację tego, co już mamy/robimy na rzecz pozyskiwania nowych rynków i budowy strategii rozwoju. Poza tym daje nieprawdopodobne poczucie wolności i panowania nad swoim losem. Dziś nie zamieniłabym tego na etat za żadne skarby, choć miałam trudne momenty na początku.

Trudne? Dlaczego?

Na początku jesteśmy w fazie totalnej euforii, mamy poczucie, że świat należy do nas. Mnóstwo pomysłów, chęci i wiary we własne możliwości. To trwa pierwsze kilka tygodni. Potem następuje bardzo trudny moment zderzenia się z rzeczywistością. Okazuje się, że to, co oferujemy wcale nie jest tak wyjątkowe, bo robi to już 10 innych osób na rynku, a do tego kontrahenci spóźniają się z płatnościami, a czasem nie płacą wcale. Trudności, brak stabilności finansowej i frustracja towarzyszą nam każdego dnia. Bardzo wiele osób w tym momencie rezygnuje. Niepotrzebnie. Trzeba to po prostu przetrwać i walczyć dalej, bo nic tak nie motywuje jak pokonanie trudności. Wiele razy chciałam wszystko rzucić, ale dzięki wsparciu męża i wspólniczki nie poddałam się. Ważne, żeby mieć wsparcie od najbliższych, dlatego warto przegadać pomysł przejścia na swoje z partnerem. Unikniemy stresu, niedomówień i frustracji. Można pomyśleć o wspólniku, bo we dwójkę jest po prostu łatwiej.

Trzeba też szukać ludzi podobnych sobie, którzy mają firmy lub startują z własnymi projektami, bo kontakt z nimi może być bardzo twórczy i inspirujący. Jest coś takiego jak na przykład Sieć Przedsiębiorczych Kobiet, która organizuje różne spotkania, warsztaty i panie się wzajemnie inspirują, wspierają. Szukajmy ludzi mądrzejszych od siebie, od których będziemy się mogli uczyć. I nie bójmy się pytać, bo oni bardzo chętnie dzielą się swoją wiedzą.

Co to właściwie znaczy posiadać firmę?

Osoba zakładająca firmę powinna sobie odpowiedzieć na kilka pytań, między innymi po co to robi i co chce osiągnąć. W moim przekonaniu firmę zakłada się po to, żeby z czasem to inni pracowali na nas. Jeśli ktoś prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i nie myśli o rozwoju, o zatrudnianiu pracowników w przyszłości, o poszerzaniu spektrum usług i obszarów swojej biznesowej obecności, to trochę się oszukuje, że prowadzi firmę. Po prostu jest na samozatrudnieniu. Wiele kobiet w ten właśnie sposób prowadzi swój „mały biznesik” i na tym poprzestaje. To o tyle nie ma sensu, że cały czas jest oparte tylko na pracy naszych własnych rąk, a więc nie idziemy do przodu i nie budujemy czegoś większego, co w przyszłości będzie na nas pracowało. Wiadomo, że od czegoś trzeba zacząć i to samozatrudnienie jest rozwiązaniem, jednak należy traktować je jako okres przejściowy. Patrzmy na firmę w szerszej perspektywie, w odniesieniu do naszych marzeń. Firma to gra długodystansowa i trzeba się do niej przygotować.

Jak?  

Po pierwsze musimy wiedzieć, co chcemy robić, jaki cel osiągnąć (finansowy i rozwojowy) oraz jak nasz pomysł na biznes ma się na tle konkurencji. Po drugie i to jest bardzo ważne –  powinnyśmy przygotować się do startu finansowo, o czym wiele osób w ogóle nie myśli. Optymalnie jest odłożyć tyle pieniędzy, żeby zapewnić sobie finanse na życie minimum przez pół roku, a najlepiej przez rok. W przypadku braku kapitału początkowego, jeżeli klient spóźni się z płatnościami lub w ogóle ich nie zrealizuje, co się czasem niestety zdarza, tracimy płynność finansową i przeżywamy bardzo stresujące momenty. Trudno myśleć o rozwoju, kiedy borykamy się z codziennością, próbując zasypać dziurę budżetową.

W jaki sposób wyliczyć ten kapitał początkowy?

Należy przygotować zestawienie kosztów i przychodów w czasie (tzw. cash flow), a więc sprawdzić, czy planowana działalność będzie przynosiła zysk i kiedy to nastąpi. To jest czasochłonne i wymaga pracy, jednak pozwala zweryfikować pewne pomysły jeszcze przed startem. Koniecznie należy policzyć koszty funkcjonowania firmy, żeby wiedzieć, ile potrzebujemy kapitału początkowego.

Czy w koszty wliczamy też pensję dla siebie?

Oczywiście. Wiele osób stawiających swoje pierwsze kroki w biznesie o tym zapomina. Co więcej, zapomina także o tym, żeby płacić najpierw sobie. Bo zawsze jest coś ważniejszego – faktury, podatki, ZUS. Musimy myśleć o sobie, także w wymiarze finansowym. A więc najpierw ja, moja pensja, a potem cała reszta zobowiązań.

Po policzeniu cash flow będzie można zobaczyć, kiedy nastąpi tzw. Brake Even Point, czyli próg rentowności, a więc zrównanie kosztów i przychodów.

Znając moment, w którym osiągamy rentowność, wiemy też, kiedy zaczynamy zarabiać.

Właśnie. Musimy mieć jasno określony cel, do którego zmierzamy, bo w przeciwnym razie nigdzie nie dojdziemy. I ten cel powinnyśmy określić w dwóch perspektywach – rozwojowej i finansowej. A więc, do czego chcemy dojść, jaką pozycję na rynku zdobyć, jakie zyski generować i w jakim czasie to planujemy osiągnąć. Potem należy opracować plan, który nas do tego doprowadzi. I krok po kroku konsekwentnie go realizować. Pamiętajmy, żeby cel był realny i możliwy do osiągnięcia, bo inaczej szybko stracimy motywację do działania. Droga do niego powinna być podzielona na etapy, z których każdy jest zwieńczony mniejszym celem. I tak pierwszym etapem naszego funkcjonowania na rynku jest właśnie osiągnięcie rentowności.

Integralną częścią prowadzenia własnego biznesu jest negocjowanie umów, zleceń, cen za usługi. Tymczasem my, kobiety, nie umiemy rozmawiać o pieniądzach. Powiem więcej: wiele z nas czuje się skrępowana, prosząc o podwyżkę, premię czy ustalając wysokość pensji z nowym pracodawcą.

No właśnie „prosząc”. Tu nie ma proszenia, tylko jest wymiana – ty mi dajesz pieniądze, ja daję swoje doświadczenie, kompetencje, zaangażowanie. Ale rzeczywiście kobiety mają z tym problem. Nie wiem dlaczego, choć wiele razy się nad tym zastanawiałam. Może dlatego, że sprawy finansowe łączymy ze sferą emocji, jesteśmy empatyczne, więc bardziej myślimy o uczuciach innych osób niż swoich: czy ona pomyśli, czy go nie zranię i tak dalej. Rozmów o pieniądzach też można się nauczyć, to umiejętność jak każda inna. Są kursy, szkolenia, webinaria. Można też po prostu przeczytać poradnik na ten temat. Strach przed czymś i niepewność najczęściej są efektem niewiedzy. Boimy się tego, czego nie znamy. Dlatego trzeba się ciągle uczyć i przełamywać własne ograniczenia. Wszystko jest w głowie – musimy się zorientować na korzyść. Mam wrażenie, że mężczyźni mają tę umiejętność daną z natury. Oni pracują po to, żeby osiągnąć pewne korzyści i nic poza tym ich nie interesuje. Są nastawieni na cel finansowy lub/i zdobycie pozycji zawodowej, nie rozpraszają się myśleniem co ten czy tamten o nich myśli. Nas opinie innych bardzo obciążają i stresują, co bardzo utrudnia życie, bo emocje zabijają racjonalne myślenie.

Z podwyżką, premią czy ustaleniem wysokości pensji z nowym pracodawcą jest tak samo jak z negocjacjami ceny usługi w biznesie. Zakładamy cel i przedstawiamy rzeczową argumentację, a więc pokazujemy szefowi czy kontrahentowi korzyść ze współpracy z nami. On musi uwierzyć, że warto z nami współpracować i wtedy zapłaci, tyle ile chcemy, a nie ma na to szans, dopóki same nie będziemy o tym przekonane.

Cena usługi to jeden z kluczowych czynników decydujących o wyborze oferty. Ten, kto kupuje stara się jak najmniej zapłacić i stawia nas pod ścianą. Jeśli nie mamy kapitału początkowego, lepiej mieć jakiekolwiek zlecenie niż żadne.

Musimy się cenić i znać koszty naszego funkcjonowania na rynku. To podstawa. Jeśli chcemy się rozwijać, nie możemy realizować zleceń na granicy rentowności czy z minimalnym zyskiem, bo to nie ma sensu. Tracimy czas i pieniądze, a wcale nie przybliżamy się do naszego głównego celu. Wykorzystajmy nasz potencjał na pozyskanie lepszego kontraktu w tym czasie – takiego, który przyniesie nam pieniądze i satysfakcję, bo ona jest bardzo ważna.

To się łatwo mówi, ale wiele z nas wcześniej nie zajmowało się sprzedażą, nauczenie się tego wymaga czasu.

Nieprawda! Tylko nam się wydaje, że nie umiemy sprzedawać. Przecież przekonanie dziecka do zjedzenia kaszki, której nie lubi, czy koleżanki w pracy, żeby wzięła za nas dyżur to nic innego jak sprzedaż, tyle że nie w wymiarze czysto finansowym. Używamy konkretnych argumentów, aby przekonać rozmówcę do swoich racji. I tak samo jest ze sprzedażą oferty naszej firmy – mamy konkretne argumenty, których używamy, aby osiągnąć cel – w tym przypadku odpowiednie honorarium za usługę. Sprzedażowe umiejętności można i warto doskonalić na szkoleniach i poprzez czytanie książek na ten temat. Wbrew pozorom nie jest to wcale takie trudne.

Rozmawiała: Ewa Nowaczyk-Przybylak
„W Podróży”

You may also like
Słowa na D… detoks i dywersyfikacja
Pomysł na biznes

Skomentuj

Twój komentarz*

Your Name*
Your Webpage