Finanse

Wyzwanie na oszczędzanie

0

5 marca rusza ogólnopolska akcja edukacyjna „7 zł do wolności”, której celem jest wsparcie Polek w codziennym oszczędzaniu. Całość oparta jest na prostym systemie gromadzenia pieniędzy przez kolejne 7 dni tygodnia. Dzięki zaangażowaniu możliwe jest wypracowanie nawyku oszczędzania i uzbierania konkretnych kwot! Wyzwanie poprowadzi Magda Ostrowska, Ambasadorka Kobiety i Pieniądze na Mazowszu. Przeczytaj historię Magdy, która wie o oszczędzaniu bardzo dużo!

Swoją przygodę z oszczędzaniem zaczęłam, jako uczennica szkoły podstawowej. Wpłacałam pieniądze na książeczkę SKO (Szkolna Kasa Oszczędności), taki substytut konta oszczędnościowego. Pieniądze dawałam nauczycielowi, który sprawował nad tym opiekę. Ten z kolei na specjalnej kartce dopisywał mi kwotę, którą wpłacałam. I choć w każdej chwili mogłam też zdeponować dowolną sumę, było to o wiele skuteczniejsze niż odkładanie pieniędzy do tajemnej skrytki (portfelik w księżniczki schowany między swetrami a podkoszulkami i zakupiony na jakiejś wycieczce), z której wyciągałam oszczędności na liczne pokusy.

Odkładając co miesiąc określoną kwotę, wyrobiłam w sobie jako dziecko nawyk oszczędzania. Lubię porównywać to do chomika, których w puchach odkłada część jedzenia, z tą różnicą, że ja gromadziłam pieniądze.

Niestety po skończeniu studiów i rozpoczęciu pracy nie pozostało śladu po moim nawyku. Wydawałam całą kwotę, którą dostawałam pod koniec miesiąca i starczało mi ledwie do pierwszego. Z czasem zaczęłam zarabiać więcej, ale i tak nic mi nie zostawało. Trwało to kilka lat, aż nadeszło lato 2011 roku. W połowie miesiąca zajrzałam na konto, a tam pustki!

Patrzyłam na konto z niedowierzaniem. Przyszła mi do głowy myśl, że zostałam okradziona. Ale złodzieje wzięliby przecież wszystko, nie zostawiliby na koncie nic. Kiedy trochę ochłonęłam, zaczęłam sprawdzać paragony. Zawsze trzymam je w portfelu przynajmniej miesiąc. Jeden za jedzenie, kolejny też z marketu, znalazłam też ten za nową sukienkę kupioną tuż po wypłacie i ten za zakupy w sklepie internetowym. Po kolei weryfikowałam każdą pozycję z wyciągu. Na moje nieszczęście wszystko się zgadzało i nie mogłam pójść do banku z reklamacją. Pozostało mi zacisnąć pasa i czekać do końca miesiąca.

Tego dnia, podczas sprawdzania paragonów, obiecałam sobie, że coś zmienię. Za większość rzeczy płaciłam kartą i ewidentnie nad tym nie panowałam, postanowiłam od tego momentu używać wyłącznie gotówką. I podziałało. Nie, nie zaczęłam od razu oszczędzać. Ale wydając gotówkę, widziałam gdzie rozchodzą pieniądze i bolało to o wiele bardziej niż przeciąganie kartą. Przed podjęciem decyzji o kupnie jakiejś rzeczy, dwa razy zastanowiłam się, czy naprawdę jej potrzebuję.

Ku mojemu zdumieniu nie wydałam całej wypłaty. Uznałam, że ten sposób zarządzania pieniędzmi jest wart kontynuowania. Po około 6 miesiącach postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę i tak planować wydatki, by na koniec miesiąca zaoszczędzić 200 zł. Pierwszy miesiąc – porażka. Wyszłam na zero. Kolejny ledwie 50 zł. W takim tempie do emerytury odłożyłabym jakiś tysiąc.

I wówczas natrafiłam na film, w którym mówiono, żeby odłożyć konkretną kwotę i żyć za resztę. Nie byłam w pełni przekonana, ale postanowiłam podjąć się tego wyzwania. Po otrzymaniu wynagrodzenia przelałam na subkonto 200 zł. Można pomyśleć, że 200 zł to nic, żadne oszczędzanie. A jednak. Po roku regularnego odkładania uzbieramy 2400 zł a po 10 latach 24 tys.

Wracając do mojego oszczędzania. Model przedstawiony w filmie świetnie się sprawdził. Musiałam ograniczyć wydatki, by zmiesić się w kwocie, która mi pozostała. Jednocześnie wiedziałam, że na subkoncie rosną mi oszczędności. Nie zawsze było łatwo. Wiele razy kusiło mnie, by wyciągnąć odłożone pieniądze, kupić sobie coś fajnego, pojechać na super wycieczkę. Na szczęście dałam radę się temu oprzeć.

Z każdym kolejnym miesiącem było łatwiej. Dodatkowo zaczęłam prowadzić budżet, po to, aby wiedzieć na co dokładnie wydaję pieniądze.  Skrupulatne zapisywanie wydatków pozwoliło mi na określenie jaki procent moich zarobków idzie na jedzenie, jaki na ubrania, benzynę i pozostałe rzeczy. To z kolei dawało do myślenia, czy kwoty przeznaczane na konkretne kategorie nie są za wysokie, czy nie należałoby wprowadzić jakiś ograniczeń.

Dzięki regularnemu odkładaniu na nowo wyrobiłam w sobie nawyk oszczędzania. Teraz, mimo że moje wynagrodzenie nie wzrosło, potrafię odłożyć 400 a nawet 500 zł miesięcznie. Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę i wiem, jak to zrobić.

Tobie też się uda!

  1. Z każdej wypłaty można coś odłożyć. Ty decydujesz, jaka to kwota.
  2. Załóż subkonto w swoim banku i przelewaj na nie dany procent swojej wypłaty – zachęcam cię, aby było to 10%.
  3. Jeśli nie chcesz konta oszczędnościowego, kup skarbonkę i wrzucaj do niej drobne, które masz w portfelu – 0,5 zł, 1 zł, 2 zł, 5 zł. Zobaczysz, jak szybko się do tego przyzwyczaisz. Jestem przekonana, że nawet Ci się to spodoba.
  4. Jeśli zdecydujesz się na subkonto , to najpierw przelewasz oszczędności i żyjesz za pozostałą kwotę. Nie odwrotnie.
  5. Zacznij od małych kwot – chodzi o to, by oszczędzanie weszło Ci w krew.

Dowiedz się więcej o  budżetowaniu – metodzie zarządzania pieniędzmi!

Dołącz do naszego wyzwania! Startujemy 5 marca. W grupie będzie raźniej!

Do zobaczenia!
Magda

You may also like
Budżetowanie dla par
Różowa seria

Skomentuj

Twój komentarz*

Your Name*
Your Webpage